Prawdopodobnie sporo pomogły warunki pogodowe, charakterystyczne bardziej dla północnej półkuli, niż dla Antypodów, bo siąpiło niemal cały czas, ale należy oddać co należne zawodnikom młyna Zielonej Wyspy - dzięki ich wspaniałej pracy (szczególnie Ciana Healy), Sexton i później O'Gara mogli wywindować wynik do 15 punktów, co wystarczyło do ostatecznego sukcesu (pierwsza wygrana Irlandii z Australią na MŚ).
Sam mecz nie był
za piękny, ale przez nasilenie determinacji i walki nie był też nudny. Na jedyne przyłożenie miał szansę w ostatnich minutach Tommy Bowe: Australijczycy walczący o bonus point, tuż przed linią punktową Irlandczyków stracili piłkę - Cooper chciał podać za plecami na skrzydło, ale rzucił wprost w Bowe'a, a ten pognał w kierunku pola punktowego przeciwnika i dopiero na ostatnich pięciu metrach został wypchnięty przez O'Connora poza boisko (przepiękny try saver). Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 15-6 i wszystko wskazuje na to, że Wallabies już w ćwierćfinale spotkają się z obrońcami tytułu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz