poniedziałek, 19 września 2011

Pierwsza niespodzianka mistrzostw

Może to nie jest niespodzianka na miarę wygranej kogoś spoza pierwszej ósemki z pretendentem do mistrzostwa, ale i tak nie takiego wyniku się spodziewano - a chodzi mi o wymęczoną, ale zasłużoną wygraną Irlandii z Australią.

Prawdopodobnie sporo pomogły warunki pogodowe, charakterystyczne bardziej dla północnej półkuli, niż dla Antypodów, bo siąpiło niemal cały czas, ale należy oddać co należne zawodnikom młyna Zielonej Wyspy - dzięki ich wspaniałej pracy (szczególnie Ciana Healy), Sexton i później O'Gara mogli wywindować wynik do 15 punktów, co wystarczyło do ostatecznego sukcesu (pierwsza wygrana Irlandii z Australią na MŚ).

Sam mecz nie był za piękny, ale przez nasilenie determinacji i walki nie był też nudny. Na jedyne przyłożenie miał szansę w ostatnich minutach Tommy Bowe: Australijczycy walczący o bonus point, tuż przed linią punktową Irlandczyków stracili piłkę - Cooper chciał podać za plecami na skrzydło, ale rzucił wprost w Bowe'a, a ten pognał w kierunku pola punktowego przeciwnika i dopiero na ostatnich pięciu metrach został wypchnięty przez O'Connora poza boisko (przepiękny try saver). Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 15-6 i wszystko wskazuje na to, że Wallabies już w ćwierćfinale spotkają się z obrońcami tytułu.

poniedziałek, 12 września 2011

Irlandia nieprzekonująca

Irlandia zgodnie z planem pokonała USA 22-10, ale przyznać należy że nie było to przekonujące zwycięstwo. Bardzo ciężko było Irlandczykom sforsować dobrze zorganizowaną defensywę USA, gdzie prym wiódł kapitan Todd Clever ostro szarżując w kilku akcjach. Dwa przyłożenia Tommy'ego Bowe i jedno Rory'ego Besta zapewniły Irlandii zwycięstwo, aczkolwiek bez BP. Szokujący występ zaliczył Sexton, dopiero wejście starego weterana O'Gary sprawiło, że ataki drużyny ze Szmaragdowej Wyspy zaczęły mieć jakiś ład i skład. Amerykanie zdobyli przyłożenie z przechwytu pod sam koniec, kiedy Irlandczycy za wszelką cenę starali się zdobyć czwarte przyłożenie i bonusowy punkt.

niedziela, 11 września 2011

Walia - RPA

Za nami starcie, które prawdopodobnie zadecyduje o tym, kto wygra grupę D, a kto zmierzy się z wygranym grupy C, czyli prawdopodobnie z Australią. Świetnie w mecz weszli Springboks i już po trzech minutach prowadzili 7-0, gdy Morne Steyn podwyższył przyłożenie Francoisa Steyna. I mimo tego, że reszta pierwszej połowy należała już do Walijczyków to jedyne co zdobyli to dwa karne Jamesa Hooka. Jednym odpowiedział Morne Steyn i do przerwy mieliśmy 10-6 dla RPA.

Druga połowa zaczęła się od natarcia Walii. Tym razem jednak udało im się zdobyć przyłożenie - jego autorem w 54. minucie był urodzony w Tonga Toby Faletau. Podwyższył Hook, który przed tym zdarzeniem zdążył jeszcze zdobyć trzy punkty z karnego, zrobiło się 17-16 dla Walii i wydawało się, że Brytyjczycy mają ten mecz w kieszeni. Najlepszym dowodem na to było to, że chwilę później trener RPA, Peter de Villiers przeprowadził aż 4 zmiany. Dało to rezultat, bo już w 65. minucie świeżo wprowadzony skrzydłowy Francois Hougaard zdołał przedrzeć się pod słupki Walijczyków. Po raz kolejny ich obrona wyraźnie zaspała - nikt nie krył zdobywcy przyłożenia. Podwyższył Morne Steyn i znowu prowadził najmocniejszy zespół z Afryki - 17-16. Takim też wynikiem zakończył się ten mecz, nawet dramatyczne próby wydarcia zwycięstwa - najpierw nietrafiony drop goal Rhysa Priestlanda, a potem przestrzelony karny Hooka z około 40 metrów - nic nie dały.

Walia może być bardzo dumna ze swojej drużyny, bo byli zespołem lepszym, który zasługiwał na zwycięstwo. Niestety, po raz kolejny potwierdzili, że brakuje im tej iskry, tej koncentracji w kluczowych momentach, coś, co od dobrych kilku lat powstrzymuje ich od bycia zespołem na poziomie Nowej Zelandii czy Australii.

RPA natomiast potwierdziło, że to coś ma - podobnie jak zespół z 2007 roku, mogą grać bardzo słabe spotkanie, ale w decydującym momencie potrafią zdobyć punkty na wagę zwycięstwa. Grają nudne, toporne rugby, ale są efektywni jak nikt inny. Po raz kolejny, topowe zespoły będą musiały się z nimi liczyć.

sobota, 10 września 2011

Francja nastraszona i pozostałe wyniki

We wcześniejszym spotkaniu Francja pewnie pokonała Japonię 47-21, aczkolwiek na początku drugiej połowy waleczni Japończycy doprowadzili do stanu 25-21, mimo że pierwszą połowę przegrali 21-3. W końcówce jednak Francuzi zagrali już swoje, zapewniając sobie zwycięstwo i bonusowy punkt.

W pozostałych meczach Szkocja pokonała Rumunię 34-24, a Fiji Namibię 49-25.

Z kopaniem na bakier

Pod takim tytułem zapewne można by umieścić opis meczu pomiędzy reprezentacjami Argentyny i Anglii. Nie liczyłem, ale co najmniej 10 spudłowanych prób (w sumie z obu stron) to rzadki widok w czasie meczu na dowolnym poziomie. Osobiście przyznam, że widziałem 17latków kopiących lepiej niż reprezentanci trzeciej i drugiej drużyny poprzedniego Mundialu.

Pumy (czyli Argentyna) przyjęły od początku taktykę kopania na słupy wszystkiego, co tylko miało jakiekolwiek szanse wejść, słusznie przyjmując, że w formacji ataku brak im zawodników zdolnych rozbroić dobrze zorganizowaną (mecz zweryfikował to założenie) obronę Anglików.

Taktyka ta zdawała się przynosić rezultaty, gdyż fatalnie dysponowany był Wilkinson. Mało kto pamięta kiedy ostatni raz Wilko kopał tak niecelnie. Z drugiej strony jednak plan Argentyńczyków posypał się gdy już po około 20 minutach boisko musiał opuścić Felipe Contepomi - gotów jestem iść o zakład, że udałoby mu się trafić jeszcze ze dwa razy i być może nawet dać zwycięstwo Pumom.

Po 60 minutach ostrej walki wreszcie Ben Youngs, numer 9 Wyspiarzy zakończył dość długi atak Anglików przyłożeniem, które przesądziło o wyniku meczu. W końcu desperackie próby Pum nie przyniosły efektu, a końcowy wyniki 13-9 jest dla drużyny Albionu bardzo szczęśliwy.



Punkty:

Dla Argentyny:
Karne: Contepomi, Rodriguez 2

Dla Anglii:
Przyłożenie: Youngs
Podwyższenie: Wilkinson
Karne: Wilkinson 2

Argentyna: 15 Martin Rodriguez, 14 Horacio Agulla, 13 Gonzalo Tiesi, 12 Santiago Fernandez, 11 Gonzalo Camacho, 10 Felipe Contepomi, 9 Nicolas Vergallo, 8 Juan Martin Fernandez Lobbe, 7 Juan Manuel Leguizamon, 6 Julio Farias Cabello, 5 Patricio Albacete, 4 Manuel Carizza, 3 Juan Figallo, 2 Mario Ledesma, 1 Rodrigo Roncero.
Rezerwowi: 16 Agustin Creevy, 17 Martin Scelzo, 18 Mariano Galarza, 19 Alejandro Campos, 20 Alfredo Lalanne, 21 Marcelo Bosch, 22 Juan Jose Imhoff.

Anglia: 15 Ben Foden, 14 Chris Ashton, 13 Manu Tuilagi, 12 Mike Tindall (c), 11 Delon Armitage, 10 Jonny Wilkinson, 9 Richard Wigglesworth, 8 Nick Easter, 7 James Haskell, 6 Tom Croft, 5 Courtney Lawes, 4 Louis Deacon, 3 Dan Cole, 2 Steve Thompson, 1 Andrew Sheridan.
Rezerwowi: 16 Dylan Hartley, 17 Matt Stevens, 18 Tom Palmer, 19 Tom Wood, 20 Ben Youngs, 21 Toby Flood, 22 Matt Banahan.

Nowa Zelandia - Tonga

Właściwie to dopiszę się tylko trochę do posta Melera ;). Otóż na mnie, dużo większe wrażenie niż sam mecz wywarł pojedynek na tańce - w końcu to Tonga w 2007 roku przerwało Nowej Zelandii Hakę, prezentując swoje Sipi Tau. Tym razem, by uniknąć takiej niespodzianki, gospodarze zaprosili ich, by wykonali swój taniec wojenny przed nimi. I w mojej opinii, był on znacznie bardziej efektowny, niż oklepana już przez wielu Haka, tym bardziej, że Piri Weepu wykonał ją zbyt szybko.

A teraz do meczu. Pierwsze 35 minut to absolutna dominacja All Blacks, którzy w tym czasie zdobywali praktycznie punkt na minutę (no, może trochę mniej). Połowa praktycznie bez historii, zapamiętałem tylko offloady Sonny Billa Williamsa. Jeśli ten chłopak będzie to robił z firmami większymi niż Tonga, to może być tą różnicą, którą Nowa Zelandia potrzebuje, by wygrać Puchar Świata. W drugiej połowie obudzili się Tongijczycy. Szczególnie zaimponował mi zmiennik świetnego Tonga'uihi, który nie miał najlepszego z meczów, czyli Taumalolo. Nie dość, że był świetny w młynie, to dodatkowo zdobył przyłożenie, po około 7 minutach gry w 22 Nowozelandczyków, które on zapoczątkował świetnym przejęciem i biegiem.

Co do All Blacks, to pozytywów można szukać w tym, że potrafią wrzucić ten dodatkowy bieg, jeśli grają ze słabszym zespołem. Natomiast o ile z Francją może to wystarczyć do zwycięstwa, to z Australią taki występ może ich pozostawić daleko od wiktorii. Na plus zdecydowanie ich backline, wierzę natomiast, że będzie w niej trochę zmian na skrzydłach, bo z fizycznie grającymi Tongijczykami trzeba było tam grać większych graczy (centrów). Na minus młyn, bo jeśli wygrywają z nimi tradycyjnie słabi w tym elemencie gry Tongijczycy, to co zrobią z nimi reprezentacje z Europy, gdzie młyn to podstawa gry?

Co do Tongijczyków, to główny pozytyw to świetna gra w młynie. Tragicznie wyszedł line-out, ale to jest do poprawy w kilka sesji treningowych. Backline w prawdzie nie istnieję i pewnie o awans nie powalczą (szczególnie, że Francuzi zwalczą ich jedyny atut - młyn), ale kwalifikacja na MS 2015 powinna być bez problemów. Na wielki plus, że zdobyli przyłożenie przeciwko All Blacks, co niewielu się udaje, a dla średniej reprezentacji to wielki powód do dumy.

Nowa Zelandia w tej formie nie ma absolutnie żadnych argumentów by ten turniej wygrać. Może i Tonga to nie optymalny przeciwnik, ale wszystko przed nami i zobaczymy co pokażą z bardzo chimeryczną Francją, która może zagrać cokolwiek (głównie dzięki trenerowi, który podobnie jak ten od piłki, prawdopodobnie wybiera graczy na podstawie znaku zodiaku). Na razie All Blacks dostatecznie, szansa na poprawę oceny z Francją.

piątek, 9 września 2011

Mecz otwarcia

Dziś o 10:30 polskiego czasu na przeciw siebie na stadionie Eden Park w Auckland stanęły reprezentacje Nowej Zelandii (czyli AllBlacks) i Tonga.

Zgodnie z przewidywaniami, Nowozelandczycy zaczęli z grubej rury i w zasadzie już po pierwszej połowie było po meczu. Prym wiedli Sonny Bill Williams, Israel Dagg i Richard Kahui. Dwaj ostatni zdobyli po dwa przyłożenia dla swojej drużyny, zaś SBW siał spustoszenie w obronie Tonga swoimi off-loadami.

W drugiej połowie AllBlacks spuścili nieco z tonu, ale przyłożenie Kahui i Nonu, na które goście odpowiedzieli jedynie punktami Taumalolo zapewniły gospodarzom mistrzostw pewne zwycięstwo 41-10 i udany początek turnieju.

Punkty:

AllBlacks:
Przyłożenia: Dagg 2, Kahui 2, Kaino, Nonu
Podwyższenia: Carter 3, Slade
Karne: Carter

Tonga:
Przyłożenie: Taumalolo
Podwyższenie: Morath
Karny: Morath

Nowa Zelandia: 15 Israel Dagg, 14 Richard Kahui, 13 Ma'a Nonu, 12 Sonny Bill Williams, 11 Isaia Toeava, 10 Daniel Carter, 9 Jimmy Cowan, 8 Victor Vito, 7 Richie McCaw (capt), 6 Jerome Kaino, 5 Ali Williams, 4 Brad Thorn, 3 Owen Franks, 2 Andrew Hore, 1 Tony Woodcock.
Rezerwowi: 16 Corey Flynn, 17 Ben Franks, 18 Anthony Boric, 19 Sam Whitelock, 20 Piri Weepu, 21 Colin Slade, 22 Cory Jane.

Tonga: 15 Vunga Lilo, 14 Viliame Iongi, 13 Suka Hufanga, 12 Andrew Ma'ilei, 11 Siale Piutau, 10 Kurt Morath, 9 Taniela Moa, 8 Viliami Ma'afu, 7 Finau Maka (c), 6 Sione Kalamafoni, 5 Joe Tu'ineau, 4 Paino Hehea, 3 Taufa'ao Filise, 2 Aleki Lutui, 1 Soane Tonga'uiha.
Rezerwowi: 16 Ephraim Taukafa, 17 Alisona Taumalolo, 18 Kisi Pulu, 19 Sione Timani, 20 Samiu Vahafolau, 21 Samisoni Fisilau, 22 Alipate Fatafehi.

Here we go!

Już tylko troszkę ponad godzina dzieli nas od ceremonii otwarcia Rugby World Cup 2011. O 10:30 Nowa Zelandia zmierzy się z Tonga w meczu otwarcia. Przez miesiąc śledzić będziemy mecze grupowe, później 1/4 finału, półfinały i finał 23 października 2011 roku na legendarnym Eden Park w Auckland. Na naszym blogu - przynajmniej jeden post dziennie, podsumowania, plotki, informacje. Zapraszamy!

środa, 7 września 2011

Irlandia - Anglia

Kilka moich przemyśleń związanych z ostatnim meczem tych reprezentacji (tak, wiem, to było już dawno temu, ale dopiero dzisiaj udało mi się to obejrzeć, a jeszcze nikt o tym nie pisał). Mecz nie stał na najwyższym poziomie, dodatkowo około 60 minuty zaczęło lać jak z cebra, co jeszcze pogorszyło sytuację. Irlandczycy potwierdzili, że są w tragicznej formie i przegrali czwarty mecz z rzędu. Nie pokazali absolutnie nic, co mogłoby choćby trochę rozwiać przerażenie fanów, którzy martwią się o swój zespół. Try-line Anglików nie był ani przez chwilę zagrożony, a oni sami mieli spotkanie pod kontrolą od pierwszej do ostatniej minuty. Jednak nie ma się co dziwić, bo jedyne punkty jakie zdobyli gospodarze pochodziły z karnych Ronana O'Gary. Tym bardziej, że już w szóstej minucie przyłożenie dla Anglii zdobył najmłodszy z 7 braci Tuilagi - Manu. Chłopak wprowadził nową jakość w środku pola w reprezentacji Albionu i ma wielkie szanse zostać odkryciem RWC 2011. W drugiej połowie przyłożenie dołożył Delon Armitage i było po meczu.

Irlandia nie zaprezentowała nic, co mogłoby przekonać ekspertów, że mają szanse osiągnąć coś więcej niż wyjście z grupy - mimo, że grali bez O'Driscolla, wydawało się, że nie podjęli nawet walki, a dodatkowo stracili w tym meczu swoją siódemkę - Davida Wallace'a, który wypadł na około sześć miesięcy.

Anglia natomiast zagrała bardzo topornie i męcząco dla oka. Mimo, że próbowali grać szybką piłką, często im się to nie udawało i kończyło się na kolejnej taktyce z serii pick-and-go. Backline potrafił stworzyć dobre okazje, jednak kończyło się zwykle na tym, że ktoś z młyna przejmował piłkę, a potem ta była zbyt wolna. Jeśli Anglicy znacząco nie poprawią swojej gry, będzie im ciężko choćby zbliżyć się do drużyny z 2007 roku, o 2003 już nawet nie wspominając.

wtorek, 6 września 2011

Trzy dni do RWC

Już tylko niecałe trzy doby dzielą nas od rozpoczęcia trzeciej największej imprezy sportowej na świecie. W piątek o 8:30 rano naszego czasu będzie miała miejsce ceremonia rozpoczęcia, a zaraz po niej zmierzą się ze sobą reprezentacja gospodarzy, AllBlacks oraz Tonga.
Faworytem tego starcia są oczywiście AllBlacks, którzy do meczu przystępują po przegranych w ostatim meczu TriNations, gdzie po wspaniałym spoktaniu ulegli Australii 25-20, oddając tym samym puchar Wallabies, którzy trofeum to wznieśli po raz pierwszy od 10 lat.
Nowozelandczycy martwią się o zdrowie paru zawodników – na pewno nie zagra Kieran Read, ponoć ma też nie wystąpić Tony Woodcock.
W drużynie Tonga warto zwrócić uwagę na Finau Maka, potężny Numer 8 z fryzurą niczym Radike Samo, który napsuł przecież AllBlacks tyle krwii w ich ostatnim starciu.
FRI 9th Sept
09:30
World Cup Pool A
vs
Tonga