środa, 27 lipca 2011

Tri Nations: Australia - RPA


Po towarzyskiej porażce z Samoa, tym razem Robbie Deans nie eksperymentował i wystawił skład zdecydowanie mocniejszy, w tym trójkę z tegorocznych triumfatorów Super Rugby, czyli Digby Ioane, który grał w poprzednim meczu, oraz Willa Genia i Quade Coopera (na zdjęciu).

Przewagę szybko zdobyli Wallabies, po 10 minutach prowadzili już 12-0, po pięknych akcjach i przyłożeniach Alexandra i Ioane, a na przerwę schodzili z prowadzeniem 15-6 (Morte Steyn trafił dwa karne). Drugą połowę zaczęli z jednakowym animuszem i wyszli na prowadzenie 39-6 po przyłożeniach O'Connora i Ashley-Coopera. Dopiero około 60 minuty ekipa Springboks dostała się tak na serio pod pole punktowe rywali, ale do końca meczu zdołała odrobić jedynie 14 punktów.

Tym samym Australia otwiera tabelę skróconego Tri Nations z 5 punktami (bonus za liczbę przyłożeń), a w tym tygodniu spotkanie All Blacks z drużyną z RPA.

Forma Australijczyków może cieszyć sympatyzujących z nimi (jak mnie), ale nie sposób nie zauważyć, że mecz nie wyglądał na spotkanie aktualnych mistrzów świata z pretendentem do niego, bardziej jak sparing Wallabies z jakąś przeciętną drużyną: południowoafrykańczycy popełniali szkolne błędy (po spalonych propów de Villiers robił książkowego picarda) albo gubili piłki w kluczowych momentach. Swoją drogą na selekcjonera Springboks posypała się po meczu krytyka, między innymi za wystawianie podstarzałego Smita, czy Steyna, podczas gdy czystej wody talent, czyli Patrick Lambie siedzi na ławce. Pokaże najbliższy mecz, a później trenera będą już rozliczać tylko wyniki na RWC.

Australia 39-20 RPA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz