Kolejna porażka Springboks i po raz kolejny w fatalnym stylu. Tym razem katami RPA byli Nowozelandczycy, którzy bez większego problemu zmietli Boks z boiska, wygrywając 40-7. Po raz kolejny reprezentacja RPA straciła dwa przyłożenia w minutę na początku pierwszej połowy. Chwila dobrej gry w okolicach 30 minuty meczu to wszystko na co stać było Springboks - zdecydowanie za mało jak na drużynę która ma liczyć się w RWC, nawet jeśli sporo teoretycznie podstawowych zawodników odpoczywa z "kontuzjami".
Peter deVilliers i jego drużyna wraca do kraju pod dużym ciśnieniem - co innego przegrać mecze na wyjeździe przeciwko Wallabies i AllBlacks, a co innego zostać zmiażdżonym dwa tygodnie pod rząd. Z doświadczenia wiem, że nie działa to zbyt dobrze na morale zawodników, nawet jeśli porażki były spodziewane.
New Zealand:
Tries: Crockett, Guildford 2, Jane 2, Slade
Cons: Carter 2
Pens: Carter 2
South Africa:
Try: Smit
Con: Steyn
No, aż szkoda było patrzeć, Smit robił co mógł, ale sam meczu by nie wygrał. Aż się zastanawiam, czy nie ma lepszych wingerów niż driadowaty Basson (może i szybki, ale wiatr go przewracał) czy Mvovo, który koncertowo spieprzył akcję w drugiej połowie (po rucku chciał pobiec po short side, ale wypchnięto go na aut). Zresztą reszta też wiele nie pokazała, jedyne co zapamiętałem to frustracja Smita i wykopy Steyna...
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony Carter kopał na luzie i mało trafiał, za to rozgrywał świetnie. No i nowe stroje All Blacks, takie oldskulowe, że lata 80 biją po oczach - chyba chcą wyraźnie pokazać, że ich czas powrócił :D