poniedziałek, 19 września 2011

Pierwsza niespodzianka mistrzostw

Może to nie jest niespodzianka na miarę wygranej kogoś spoza pierwszej ósemki z pretendentem do mistrzostwa, ale i tak nie takiego wyniku się spodziewano - a chodzi mi o wymęczoną, ale zasłużoną wygraną Irlandii z Australią.

Prawdopodobnie sporo pomogły warunki pogodowe, charakterystyczne bardziej dla północnej półkuli, niż dla Antypodów, bo siąpiło niemal cały czas, ale należy oddać co należne zawodnikom młyna Zielonej Wyspy - dzięki ich wspaniałej pracy (szczególnie Ciana Healy), Sexton i później O'Gara mogli wywindować wynik do 15 punktów, co wystarczyło do ostatecznego sukcesu (pierwsza wygrana Irlandii z Australią na MŚ).

Sam mecz nie był za piękny, ale przez nasilenie determinacji i walki nie był też nudny. Na jedyne przyłożenie miał szansę w ostatnich minutach Tommy Bowe: Australijczycy walczący o bonus point, tuż przed linią punktową Irlandczyków stracili piłkę - Cooper chciał podać za plecami na skrzydło, ale rzucił wprost w Bowe'a, a ten pognał w kierunku pola punktowego przeciwnika i dopiero na ostatnich pięciu metrach został wypchnięty przez O'Connora poza boisko (przepiękny try saver). Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 15-6 i wszystko wskazuje na to, że Wallabies już w ćwierćfinale spotkają się z obrońcami tytułu.

poniedziałek, 12 września 2011

Irlandia nieprzekonująca

Irlandia zgodnie z planem pokonała USA 22-10, ale przyznać należy że nie było to przekonujące zwycięstwo. Bardzo ciężko było Irlandczykom sforsować dobrze zorganizowaną defensywę USA, gdzie prym wiódł kapitan Todd Clever ostro szarżując w kilku akcjach. Dwa przyłożenia Tommy'ego Bowe i jedno Rory'ego Besta zapewniły Irlandii zwycięstwo, aczkolwiek bez BP. Szokujący występ zaliczył Sexton, dopiero wejście starego weterana O'Gary sprawiło, że ataki drużyny ze Szmaragdowej Wyspy zaczęły mieć jakiś ład i skład. Amerykanie zdobyli przyłożenie z przechwytu pod sam koniec, kiedy Irlandczycy za wszelką cenę starali się zdobyć czwarte przyłożenie i bonusowy punkt.

niedziela, 11 września 2011

Walia - RPA

Za nami starcie, które prawdopodobnie zadecyduje o tym, kto wygra grupę D, a kto zmierzy się z wygranym grupy C, czyli prawdopodobnie z Australią. Świetnie w mecz weszli Springboks i już po trzech minutach prowadzili 7-0, gdy Morne Steyn podwyższył przyłożenie Francoisa Steyna. I mimo tego, że reszta pierwszej połowy należała już do Walijczyków to jedyne co zdobyli to dwa karne Jamesa Hooka. Jednym odpowiedział Morne Steyn i do przerwy mieliśmy 10-6 dla RPA.

Druga połowa zaczęła się od natarcia Walii. Tym razem jednak udało im się zdobyć przyłożenie - jego autorem w 54. minucie był urodzony w Tonga Toby Faletau. Podwyższył Hook, który przed tym zdarzeniem zdążył jeszcze zdobyć trzy punkty z karnego, zrobiło się 17-16 dla Walii i wydawało się, że Brytyjczycy mają ten mecz w kieszeni. Najlepszym dowodem na to było to, że chwilę później trener RPA, Peter de Villiers przeprowadził aż 4 zmiany. Dało to rezultat, bo już w 65. minucie świeżo wprowadzony skrzydłowy Francois Hougaard zdołał przedrzeć się pod słupki Walijczyków. Po raz kolejny ich obrona wyraźnie zaspała - nikt nie krył zdobywcy przyłożenia. Podwyższył Morne Steyn i znowu prowadził najmocniejszy zespół z Afryki - 17-16. Takim też wynikiem zakończył się ten mecz, nawet dramatyczne próby wydarcia zwycięstwa - najpierw nietrafiony drop goal Rhysa Priestlanda, a potem przestrzelony karny Hooka z około 40 metrów - nic nie dały.

Walia może być bardzo dumna ze swojej drużyny, bo byli zespołem lepszym, który zasługiwał na zwycięstwo. Niestety, po raz kolejny potwierdzili, że brakuje im tej iskry, tej koncentracji w kluczowych momentach, coś, co od dobrych kilku lat powstrzymuje ich od bycia zespołem na poziomie Nowej Zelandii czy Australii.

RPA natomiast potwierdziło, że to coś ma - podobnie jak zespół z 2007 roku, mogą grać bardzo słabe spotkanie, ale w decydującym momencie potrafią zdobyć punkty na wagę zwycięstwa. Grają nudne, toporne rugby, ale są efektywni jak nikt inny. Po raz kolejny, topowe zespoły będą musiały się z nimi liczyć.

sobota, 10 września 2011

Francja nastraszona i pozostałe wyniki

We wcześniejszym spotkaniu Francja pewnie pokonała Japonię 47-21, aczkolwiek na początku drugiej połowy waleczni Japończycy doprowadzili do stanu 25-21, mimo że pierwszą połowę przegrali 21-3. W końcówce jednak Francuzi zagrali już swoje, zapewniając sobie zwycięstwo i bonusowy punkt.

W pozostałych meczach Szkocja pokonała Rumunię 34-24, a Fiji Namibię 49-25.

Z kopaniem na bakier

Pod takim tytułem zapewne można by umieścić opis meczu pomiędzy reprezentacjami Argentyny i Anglii. Nie liczyłem, ale co najmniej 10 spudłowanych prób (w sumie z obu stron) to rzadki widok w czasie meczu na dowolnym poziomie. Osobiście przyznam, że widziałem 17latków kopiących lepiej niż reprezentanci trzeciej i drugiej drużyny poprzedniego Mundialu.

Pumy (czyli Argentyna) przyjęły od początku taktykę kopania na słupy wszystkiego, co tylko miało jakiekolwiek szanse wejść, słusznie przyjmując, że w formacji ataku brak im zawodników zdolnych rozbroić dobrze zorganizowaną (mecz zweryfikował to założenie) obronę Anglików.

Taktyka ta zdawała się przynosić rezultaty, gdyż fatalnie dysponowany był Wilkinson. Mało kto pamięta kiedy ostatni raz Wilko kopał tak niecelnie. Z drugiej strony jednak plan Argentyńczyków posypał się gdy już po około 20 minutach boisko musiał opuścić Felipe Contepomi - gotów jestem iść o zakład, że udałoby mu się trafić jeszcze ze dwa razy i być może nawet dać zwycięstwo Pumom.

Po 60 minutach ostrej walki wreszcie Ben Youngs, numer 9 Wyspiarzy zakończył dość długi atak Anglików przyłożeniem, które przesądziło o wyniku meczu. W końcu desperackie próby Pum nie przyniosły efektu, a końcowy wyniki 13-9 jest dla drużyny Albionu bardzo szczęśliwy.



Punkty:

Dla Argentyny:
Karne: Contepomi, Rodriguez 2

Dla Anglii:
Przyłożenie: Youngs
Podwyższenie: Wilkinson
Karne: Wilkinson 2

Argentyna: 15 Martin Rodriguez, 14 Horacio Agulla, 13 Gonzalo Tiesi, 12 Santiago Fernandez, 11 Gonzalo Camacho, 10 Felipe Contepomi, 9 Nicolas Vergallo, 8 Juan Martin Fernandez Lobbe, 7 Juan Manuel Leguizamon, 6 Julio Farias Cabello, 5 Patricio Albacete, 4 Manuel Carizza, 3 Juan Figallo, 2 Mario Ledesma, 1 Rodrigo Roncero.
Rezerwowi: 16 Agustin Creevy, 17 Martin Scelzo, 18 Mariano Galarza, 19 Alejandro Campos, 20 Alfredo Lalanne, 21 Marcelo Bosch, 22 Juan Jose Imhoff.

Anglia: 15 Ben Foden, 14 Chris Ashton, 13 Manu Tuilagi, 12 Mike Tindall (c), 11 Delon Armitage, 10 Jonny Wilkinson, 9 Richard Wigglesworth, 8 Nick Easter, 7 James Haskell, 6 Tom Croft, 5 Courtney Lawes, 4 Louis Deacon, 3 Dan Cole, 2 Steve Thompson, 1 Andrew Sheridan.
Rezerwowi: 16 Dylan Hartley, 17 Matt Stevens, 18 Tom Palmer, 19 Tom Wood, 20 Ben Youngs, 21 Toby Flood, 22 Matt Banahan.

Nowa Zelandia - Tonga

Właściwie to dopiszę się tylko trochę do posta Melera ;). Otóż na mnie, dużo większe wrażenie niż sam mecz wywarł pojedynek na tańce - w końcu to Tonga w 2007 roku przerwało Nowej Zelandii Hakę, prezentując swoje Sipi Tau. Tym razem, by uniknąć takiej niespodzianki, gospodarze zaprosili ich, by wykonali swój taniec wojenny przed nimi. I w mojej opinii, był on znacznie bardziej efektowny, niż oklepana już przez wielu Haka, tym bardziej, że Piri Weepu wykonał ją zbyt szybko.

A teraz do meczu. Pierwsze 35 minut to absolutna dominacja All Blacks, którzy w tym czasie zdobywali praktycznie punkt na minutę (no, może trochę mniej). Połowa praktycznie bez historii, zapamiętałem tylko offloady Sonny Billa Williamsa. Jeśli ten chłopak będzie to robił z firmami większymi niż Tonga, to może być tą różnicą, którą Nowa Zelandia potrzebuje, by wygrać Puchar Świata. W drugiej połowie obudzili się Tongijczycy. Szczególnie zaimponował mi zmiennik świetnego Tonga'uihi, który nie miał najlepszego z meczów, czyli Taumalolo. Nie dość, że był świetny w młynie, to dodatkowo zdobył przyłożenie, po około 7 minutach gry w 22 Nowozelandczyków, które on zapoczątkował świetnym przejęciem i biegiem.

Co do All Blacks, to pozytywów można szukać w tym, że potrafią wrzucić ten dodatkowy bieg, jeśli grają ze słabszym zespołem. Natomiast o ile z Francją może to wystarczyć do zwycięstwa, to z Australią taki występ może ich pozostawić daleko od wiktorii. Na plus zdecydowanie ich backline, wierzę natomiast, że będzie w niej trochę zmian na skrzydłach, bo z fizycznie grającymi Tongijczykami trzeba było tam grać większych graczy (centrów). Na minus młyn, bo jeśli wygrywają z nimi tradycyjnie słabi w tym elemencie gry Tongijczycy, to co zrobią z nimi reprezentacje z Europy, gdzie młyn to podstawa gry?

Co do Tongijczyków, to główny pozytyw to świetna gra w młynie. Tragicznie wyszedł line-out, ale to jest do poprawy w kilka sesji treningowych. Backline w prawdzie nie istnieję i pewnie o awans nie powalczą (szczególnie, że Francuzi zwalczą ich jedyny atut - młyn), ale kwalifikacja na MS 2015 powinna być bez problemów. Na wielki plus, że zdobyli przyłożenie przeciwko All Blacks, co niewielu się udaje, a dla średniej reprezentacji to wielki powód do dumy.

Nowa Zelandia w tej formie nie ma absolutnie żadnych argumentów by ten turniej wygrać. Może i Tonga to nie optymalny przeciwnik, ale wszystko przed nami i zobaczymy co pokażą z bardzo chimeryczną Francją, która może zagrać cokolwiek (głównie dzięki trenerowi, który podobnie jak ten od piłki, prawdopodobnie wybiera graczy na podstawie znaku zodiaku). Na razie All Blacks dostatecznie, szansa na poprawę oceny z Francją.

piątek, 9 września 2011

Mecz otwarcia

Dziś o 10:30 polskiego czasu na przeciw siebie na stadionie Eden Park w Auckland stanęły reprezentacje Nowej Zelandii (czyli AllBlacks) i Tonga.

Zgodnie z przewidywaniami, Nowozelandczycy zaczęli z grubej rury i w zasadzie już po pierwszej połowie było po meczu. Prym wiedli Sonny Bill Williams, Israel Dagg i Richard Kahui. Dwaj ostatni zdobyli po dwa przyłożenia dla swojej drużyny, zaś SBW siał spustoszenie w obronie Tonga swoimi off-loadami.

W drugiej połowie AllBlacks spuścili nieco z tonu, ale przyłożenie Kahui i Nonu, na które goście odpowiedzieli jedynie punktami Taumalolo zapewniły gospodarzom mistrzostw pewne zwycięstwo 41-10 i udany początek turnieju.

Punkty:

AllBlacks:
Przyłożenia: Dagg 2, Kahui 2, Kaino, Nonu
Podwyższenia: Carter 3, Slade
Karne: Carter

Tonga:
Przyłożenie: Taumalolo
Podwyższenie: Morath
Karny: Morath

Nowa Zelandia: 15 Israel Dagg, 14 Richard Kahui, 13 Ma'a Nonu, 12 Sonny Bill Williams, 11 Isaia Toeava, 10 Daniel Carter, 9 Jimmy Cowan, 8 Victor Vito, 7 Richie McCaw (capt), 6 Jerome Kaino, 5 Ali Williams, 4 Brad Thorn, 3 Owen Franks, 2 Andrew Hore, 1 Tony Woodcock.
Rezerwowi: 16 Corey Flynn, 17 Ben Franks, 18 Anthony Boric, 19 Sam Whitelock, 20 Piri Weepu, 21 Colin Slade, 22 Cory Jane.

Tonga: 15 Vunga Lilo, 14 Viliame Iongi, 13 Suka Hufanga, 12 Andrew Ma'ilei, 11 Siale Piutau, 10 Kurt Morath, 9 Taniela Moa, 8 Viliami Ma'afu, 7 Finau Maka (c), 6 Sione Kalamafoni, 5 Joe Tu'ineau, 4 Paino Hehea, 3 Taufa'ao Filise, 2 Aleki Lutui, 1 Soane Tonga'uiha.
Rezerwowi: 16 Ephraim Taukafa, 17 Alisona Taumalolo, 18 Kisi Pulu, 19 Sione Timani, 20 Samiu Vahafolau, 21 Samisoni Fisilau, 22 Alipate Fatafehi.

Here we go!

Już tylko troszkę ponad godzina dzieli nas od ceremonii otwarcia Rugby World Cup 2011. O 10:30 Nowa Zelandia zmierzy się z Tonga w meczu otwarcia. Przez miesiąc śledzić będziemy mecze grupowe, później 1/4 finału, półfinały i finał 23 października 2011 roku na legendarnym Eden Park w Auckland. Na naszym blogu - przynajmniej jeden post dziennie, podsumowania, plotki, informacje. Zapraszamy!

środa, 7 września 2011

Irlandia - Anglia

Kilka moich przemyśleń związanych z ostatnim meczem tych reprezentacji (tak, wiem, to było już dawno temu, ale dopiero dzisiaj udało mi się to obejrzeć, a jeszcze nikt o tym nie pisał). Mecz nie stał na najwyższym poziomie, dodatkowo około 60 minuty zaczęło lać jak z cebra, co jeszcze pogorszyło sytuację. Irlandczycy potwierdzili, że są w tragicznej formie i przegrali czwarty mecz z rzędu. Nie pokazali absolutnie nic, co mogłoby choćby trochę rozwiać przerażenie fanów, którzy martwią się o swój zespół. Try-line Anglików nie był ani przez chwilę zagrożony, a oni sami mieli spotkanie pod kontrolą od pierwszej do ostatniej minuty. Jednak nie ma się co dziwić, bo jedyne punkty jakie zdobyli gospodarze pochodziły z karnych Ronana O'Gary. Tym bardziej, że już w szóstej minucie przyłożenie dla Anglii zdobył najmłodszy z 7 braci Tuilagi - Manu. Chłopak wprowadził nową jakość w środku pola w reprezentacji Albionu i ma wielkie szanse zostać odkryciem RWC 2011. W drugiej połowie przyłożenie dołożył Delon Armitage i było po meczu.

Irlandia nie zaprezentowała nic, co mogłoby przekonać ekspertów, że mają szanse osiągnąć coś więcej niż wyjście z grupy - mimo, że grali bez O'Driscolla, wydawało się, że nie podjęli nawet walki, a dodatkowo stracili w tym meczu swoją siódemkę - Davida Wallace'a, który wypadł na około sześć miesięcy.

Anglia natomiast zagrała bardzo topornie i męcząco dla oka. Mimo, że próbowali grać szybką piłką, często im się to nie udawało i kończyło się na kolejnej taktyce z serii pick-and-go. Backline potrafił stworzyć dobre okazje, jednak kończyło się zwykle na tym, że ktoś z młyna przejmował piłkę, a potem ta była zbyt wolna. Jeśli Anglicy znacząco nie poprawią swojej gry, będzie im ciężko choćby zbliżyć się do drużyny z 2007 roku, o 2003 już nawet nie wspominając.

wtorek, 6 września 2011

Trzy dni do RWC

Już tylko niecałe trzy doby dzielą nas od rozpoczęcia trzeciej największej imprezy sportowej na świecie. W piątek o 8:30 rano naszego czasu będzie miała miejsce ceremonia rozpoczęcia, a zaraz po niej zmierzą się ze sobą reprezentacja gospodarzy, AllBlacks oraz Tonga.
Faworytem tego starcia są oczywiście AllBlacks, którzy do meczu przystępują po przegranych w ostatim meczu TriNations, gdzie po wspaniałym spoktaniu ulegli Australii 25-20, oddając tym samym puchar Wallabies, którzy trofeum to wznieśli po raz pierwszy od 10 lat.
Nowozelandczycy martwią się o zdrowie paru zawodników – na pewno nie zagra Kieran Read, ponoć ma też nie wystąpić Tony Woodcock.
W drużynie Tonga warto zwrócić uwagę na Finau Maka, potężny Numer 8 z fryzurą niczym Radike Samo, który napsuł przecież AllBlacks tyle krwii w ich ostatnim starciu.
FRI 9th Sept
09:30
World Cup Pool A
vs
Tonga

czwartek, 25 sierpnia 2011

To się nazywa dyscyplina!

Zawieszenia za bójki, czy obrażanie przeciwnika lub sędziego są obecne w każdym sporcie (nawet piłce nożnej) - i jest to całkiem normalne, bo nie dość, że nie ma nic wspólnego ze sportem, to jeszcze daje bezgranicznie oddanym fanom zły przykład. Ale zdarzają się też przypadki wysyłania kucharza na konferencję prasową, co zdaje się z szacunkiem do fanów nie ma zbyt wiele wspólnego.

Z zainteresowaniem więc przeczytałem informację, że James O'Connor, coraz bardziej świecąca gwiazda australijskiego rugby, został ukarany odsunięciem od składu na decydujący mecz Tri Nations z Nową Zelandią, z powodu... nie pojawienia się na porannej konferencji prasowej i prezentacji zespołu. Sam zawodnik tłumaczy się zaspaniem z powodu zmiany strefy czasowej (wcześniej reprezentacja grała z RPA w Durbanie), ale podobno tabloidy widziały go wychodzącego z kilku barów w noc poprzedzającą nieszczęsną konferencję. Dodatkowo niepewne jest jego miejsce w wyjściowej jedenastce na RWC...

Może O'Connor kupił sobie w Durbanie telefon z Androidem i nie wiedział, że budzik nie działa jak się wyłączy telefon?

sobota, 6 sierpnia 2011

Quade Cooper zawiódł

Dziś rano w Nowej Zelandii odbyła się próba generalna przed przewidywanym finałem RWC2011. Oczywiście do finału jeszcze daleka droga, ale jeśli prześledzić możliwe wyniki i drabinkę turniejową, istnieje spore prawdopodobieństwo że Nowa Zelandia w finale zmierzy się z Australią.

Dziś rano (9:35 polskiego czasu) rozegrano w ramach TriNations mecz o Bledisloe Cup.

AllBlacks zaczęli ostro i po piętnastu minutach prowadzili 10-0 dzięki karnemu Cartera i podwyższonemu przyłożeniu Ma'a Nonu. Przed przerwą przyłożył jeszcze Keven Mealamu i do szatni AllBlacks schodzili prowadząc 17-0, mimo że to Wallabies mieli zdecydowaną przewagę zarówno w terytorium jak i w posiadaniu piłki. W obronie NZ błyszczał Dan Carter, a Brad Thorn i Kieran Read szarżowali zawodników Australii jak demony.

Na początku drugiej połowy Australia zdobyła przyłożenie, którego autorem był Will Genia do spółki z Kurtleyem Beale'm, a kropkę nad i postawił Digby Ioane. Wydawało się, że Australijczycy mogą jeszcze wrócić do gry, ale prosto z restartu piłka trafiła najpierw do Conrada Smitha, który obsłużył idącego mu w sukurs Sitiveni Sivivatu i było po meczu. Carter dołożył drop gola i karny i było 30-7. Wprawdzie pod koniec przyłożenie zdobył jeszcze kapitan Wallabies - Rocky Elsom ale to było wszystko na co było stać facetów w złotych barwach.

Zdecydowanie zawiódł Quade Cooper, który nie mając dominującej formacji młyna (jak w poprzednich dwóch meczach) i znajdując się pod ciągłym ciśnieniem ze strony doskonale zorganizowanej defensywy AllBlacks nie potrafił rozkręcić ofensywnej maszyny jaką są Beale, Ioane czy O'Connor. Grający na przeciw niego Dan Carter po profesorsku rozgrywał za to piłkę, dokładając do tego doskonałą grę w obronie i kilka kluczowych szarż.

Przed RWC - NZ 1-0 Australia, a Dan Carter 1-0 Quade Cooper.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Okiem laika: dylematy reprezentantów

Powołania na RWC2011 skłoniły mnie do solidnego pogrzebania w przepisach IRB, no bo dziwne było, że w tak konserwatywnej w przyznawaniu obywatelstw Japonii (prawo krwi i prawo ziemi, obywatelstwo najwcześniej po pięciu latach rezydencji i po spełnieniu szeregu surowych warunków, rezygnacja z poprzedniego obywatelstwa) gra aż tylu zawodników urodzonych poza wyspami. W japońskiej piłce nożnej znam tylko jeden przypadek naturalizacji - Alessandro Santosa (mówię o obcokrajowcach spoza kultury orientalnej), Brazylijczyka, który jako nastolatek przybył do Japonii i kompletnie się z nią utożsamiał (obywatelstwo otrzymał po ośmiu latach rezydencji).

Rozwiązanie, jak podejrzewałem, tkwiło w przepisach federacji, i tak też było. Zawodnik może być reprezentantem tylko jednego kraju w całej swojej karierze (żadna niespodzianka w sumie), może to być:
  1. państwo, którego obywatelstwo posiada
  2. państwo, którego obywatelstwo posiada któryś z jego rodziców bądź dziadków (z tego co doczytałem, zawodnik nie musi posiadać tego paszportu, tak jest z Adamem Byrnesem, Australijczykiem, którego dziadkowie byli imigrantami z Rosji, a który dostał powołanie na treningowy obóz reprezentacji Rosji przed RWC2011)
  3. przez 36 ciągłych miesięcy jest rezydentem kraju, w którym chce grać (i gra w tamtejszej lidze)
W ten sposób punkt 2. i 3. rozjaśnił sprawę - w reprezentacjach rugby nie grają tylko osoby z paszportem, ale również zawodnicy z "dziedzictwem" innego kraju czy rezydenci wg przepisów IRB. W ten sposób w reprezentacji Australii i Nowej Zelandii grają urodzeni w Tonga, Samoa czy Fidżi (a nawet w Papui-Nowej Gwinei), lub też Nowozelandczycy w Wallabies. Tym samym sposobem do drzwi reprezentacji Anglii puka Manu Tuilagi, którego brat - Alesana - jest podporą reprezentacji Samoa.

Pytanie, które padnie na pewno od miłośników piłki nożnej brzmi: czy nadal są w tym świecie patrioci, którzy chcą bronić barw ojczystych? Owszem, są, aczkolwiek nie wiem, czy gdyby nie mieli możliwości zmiany, to czy by tego nie zrobili. Takim Ryanem Giggsem norweskiej drużyny rugby jest Erik Lund - syn koszykarza, w młodym wieku przeprowadził się do Anglii, gdzie skończył studia, a w międzyczasie próbował wrestlingu i rugby. W tej ostatniej dyscyplinie czuł się zdecydowanie lepiej i powoli piął się coraz wyżej w drabince ligowej, w 2007 roku podpisując kontrakt z zespołem z Premiership - Leeds. Wcześniej zauważony przez rodzimą federację zadebiutował w reprezentacji Norwegii. Czy przewidywał, że osiągnie kiedyś poziom godny reprezentanta Anglii, choćby na poziomie Saxons - nie wiem, ale na pewno wiedział, że tym ruchem definitywnie zamyka sobie drzwi do niej. A dodać należy, że jego brat - Magnus, urodzony już w Manchesterze - od najmłodszych lat gra w reprezentacjach młodzieżowych Anglii, a nawet ma za sobą występy w pierwszej reprezentacji (i jest reprezentantem olimpijskich siódemek) .

Drugim takim przykładem, choć mniej spektakularnym (Fidżi łapie się do pierwszej 15 rankingu, Norwegia jest 90, za Tajwanem, Andorą czy Maltą) jest Isa Nacewa - ten wszechstronny zawodnik (grał zarówno jako winger/fullback, jak i fly-half, czy inside centre), choć urodzony w Nowej Zelandii, zaakceptował powołanie do zespołu swoich przodków - Fidżi - i zagrał w jednym meczu na RWC2003. Wkrótce później się rozmyślił i stwierdził, że chce jednak grać w All Blacks, co pewnie by mu się udało, bo rozwijał skrzydła w Aukland, ale IRB stwierdziło, że zgodnie z przepisami nie może reprezentować już innego kraju. Nacewa kontynuował karierę w Europie (obecnie gra w Leinster, gdzie również jest czołowym graczem), ale nadal odmawia gry w reprezentacji Fidżi (w 2009 tłumaczył się adaptacją w nowym klubie, a powołanie na RWC2011 odrzucił tłumacząc się opieką nad ciężarną żoną).

Za to zawodnikiem skwapliwie korzystającym z dobrodziejstw przepisów IRB jest bez wątpienia Tim Visser - ten urodzony w Holandii winger, jako nastolatek został zauważony przez skauta z Wysp i wkrótce się tam przeprowadził. Jako dziewiętnastolatek zadebiutował w Premiership, później grał nieco w niższych ligach na wypożyczeniu. Ostatecznie przeniósł się do Edynburga i skutecznie próbuje sił w Celtic League. A w czym przejawia się to jego wyrachowanie? A w tym, że szybko ogłosił, że nie zamierza grać w reprezentacji Holandii, bo chce mieć możliwość grania w którejś z reprezentacji z Wysp (wg 3. punktu przytoczonych wyżej reguł), grając w Anglii mówił, że chce grać w białym trykocie, po przeprowadzce do Edynburga mówi w wywiadach, że liczy na powołanie do kadry Szkocji. I pewnie mu się to uda, tyle że już na nadchodzące mistrzostwa nie zdąży...

Za takie podejście w piłce nożnej kibice by go momentalnie ukamienowali (i holenderscy i szkoccy), a w rugby? Nie wiem, wydaje mi się, że tutaj podchodzi się do tego w zdrowszy sposób: możliwości występu w silnych reprezentacjach nie dostaje się za ładne oczy, a więc raczej odpada motyw wypromowania się celem transferu do lepszego klubu. Więc skąd wynika ta różnica w odbieraniu pochodzenia reprezentantów?

Na szczęście dla takich Giggsów w rugby powstały reprezentacje takie jak Barbarians FC, w których tacy zawodnicy jak trzej bohaterowie wymienieni powyżej mają szansę zagrać na światowym, reprezentacyjnym poziomie, choć jedynie towarzysko.

sobota, 30 lipca 2011

Springboks zmiażdżeni

Kolejna porażka Springboks i po raz kolejny w fatalnym stylu. Tym razem katami RPA byli Nowozelandczycy, którzy bez większego problemu zmietli Boks z boiska, wygrywając 40-7. Po raz kolejny reprezentacja RPA straciła dwa przyłożenia w minutę na początku pierwszej połowy. Chwila dobrej gry w okolicach 30 minuty meczu to wszystko na co stać było Springboks - zdecydowanie za mało jak na drużynę która ma liczyć się w RWC, nawet jeśli sporo teoretycznie podstawowych zawodników odpoczywa z "kontuzjami".

Peter deVilliers i jego drużyna wraca do kraju pod dużym ciśnieniem - co innego przegrać mecze na wyjeździe przeciwko Wallabies i AllBlacks, a co innego zostać zmiażdżonym dwa tygodnie pod rząd. Z doświadczenia wiem, że nie działa to zbyt dobrze na morale zawodników, nawet jeśli porażki były spodziewane.
  
New Zealand: 
Tries: Crockett, Guildford 2, Jane 2, Slade
Cons: Carter 2
Pens: Carter 2


South Africa:
Try: Smit
Con: Steyn

środa, 27 lipca 2011

Tri Nations: Australia - RPA


Po towarzyskiej porażce z Samoa, tym razem Robbie Deans nie eksperymentował i wystawił skład zdecydowanie mocniejszy, w tym trójkę z tegorocznych triumfatorów Super Rugby, czyli Digby Ioane, który grał w poprzednim meczu, oraz Willa Genia i Quade Coopera (na zdjęciu).

Przewagę szybko zdobyli Wallabies, po 10 minutach prowadzili już 12-0, po pięknych akcjach i przyłożeniach Alexandra i Ioane, a na przerwę schodzili z prowadzeniem 15-6 (Morte Steyn trafił dwa karne). Drugą połowę zaczęli z jednakowym animuszem i wyszli na prowadzenie 39-6 po przyłożeniach O'Connora i Ashley-Coopera. Dopiero około 60 minuty ekipa Springboks dostała się tak na serio pod pole punktowe rywali, ale do końca meczu zdołała odrobić jedynie 14 punktów.

Tym samym Australia otwiera tabelę skróconego Tri Nations z 5 punktami (bonus za liczbę przyłożeń), a w tym tygodniu spotkanie All Blacks z drużyną z RPA.

Forma Australijczyków może cieszyć sympatyzujących z nimi (jak mnie), ale nie sposób nie zauważyć, że mecz nie wyglądał na spotkanie aktualnych mistrzów świata z pretendentem do niego, bardziej jak sparing Wallabies z jakąś przeciętną drużyną: południowoafrykańczycy popełniali szkolne błędy (po spalonych propów de Villiers robił książkowego picarda) albo gubili piłki w kluczowych momentach. Swoją drogą na selekcjonera Springboks posypała się po meczu krytyka, między innymi za wystawianie podstarzałego Smita, czy Steyna, podczas gdy czystej wody talent, czyli Patrick Lambie siedzi na ławce. Pokaże najbliższy mecz, a później trenera będą już rozliczać tylko wyniki na RWC.

Australia 39-20 RPA

środa, 20 lipca 2011

Alesana Tuilagi

W końcu udało mi się obejrzeć sensacyjne spotkanie Australiii z Samoą. Wiadomo, że Australijczycy wystawili troszkę rezerwowy skład, ale mimo to Samoa zaprezentowała fantastyczne rugby.

Mieszkańcy wysp Pacyfiku słyną z tego, że czerpią wielką przyjemność z demolowania rywali (na własnej skórze przekonałem się o tym grając w jednej drużynie z niejakim Jake Greyem, byłym reprezentatnem Samoa do lat 21). Jednakże Samoa zagrała agresywne, fizyczne i twarde rugby - przede wszystkim jednak zorganizowane rugby. Ich obrona była doskonała, potrafili też wykorzystać swoje naturalne predyspozycje w ataku.

Najlepiej na boisku moim zdaniem zaprezentował się Alesana Tuilagi, 111-kilogramowy skrzydłowy, na co dzień grający w Leicester Tigers. Zdobył przyłożenie, był kluczową postacią w zdobyciu drugiego, a jako defensor długo będzie śnił się Rodowi Daviesowi - debiutantowi na skrzydle w barwach Wallabies.

Poniżej możecie zobaczyć filmik z szarżami z tego meczu - pod sam koniec dwa "tackle" w wykonaniu Tuilagiego - oba godne miana "tackle of the month". Zwróćcie uwagę na twarz Daviesa chwilę zanim zostanie zmieciony z powierzchni ziemii przez Tuilagiego...Poezja...

wtorek, 19 lipca 2011

Polska w Total Rugby

Total Rugby to informacyjna strona prowadzona przez IRB (International Rugby Board). Jej częścią jest Total Rugby TV, który to kanał prezentuje nierzadko ciekawe filmiki o rugby z każdej możliwej perspektywy.

Całkiem niedawno w ramach prezentacji krajów, które powoli ale co raz skuteczniej rozwijają rugby na swoich terenach pojawiła się Polska.

Nie jest to fascynujący materiał, ale wart obejrzenia i całkiem przyjemny w odbiorze, zwłaszcza dla nas - zaangażowanych emocjonalnie rodaków.



poniedziałek, 18 lipca 2011

Piłka na RWC2011

Podobnie jak i w piłce nożnej - w rugby przed każdymi MŚ przygotowuje się nową, oficjalną piłkę. Sprawą zajmuje się firma Gilbert.

Tegoroczna piłka ma latać doskonale i być bardzo przyjazna kickerom, gdyż jak wiadomo obrona to podstawa na MŚ, wobec czego każdy możliwy do zdobycia punkt jest na wagę złota.

Testy wypadły pomyślnie, a piłka swoimi zdobieniami ma stanowić hołd dla maoryskiej kultury.

Australia - Samoa - full game

Koledzy z Tasmanii wypuścili już nagranie z meczu Australia - Samoa. Jako że wynik sensacyjny, a mecz zbiera doskonałe recenzje - polecam.

Szanse drużyn europejskich

Choć tak naprawdę, to ostatnie testy jeszcze przed nami, drużyny europejskie są w dużej mierze poukładane na najbliższy Puchar Świata. Południowcom zostały jeszcze skrócone Tri-Nations, natomiast drużyny z naszego kontynentu mają przed sobą już tylko testy indywidualne, zaplanowane tylko po to, aby zgrać drużynę. Stary Kontynent ma na tym turnieju aż 9 drużyn, w tym debiutującą Rosję. W tym poście postaram się Wam przybliżyć cele i szanse tych zespołów.

W Grupie A z Europy mamy tylko Francję. Tak naprawdę, to drużyna tego kalibru spokojnie powinna mierzyć w półfinał. Jednak Francuzi to ekipa bardzo nieregularna, jednego dnia bez problemu pokonują Nową Zelandię i Anglię, by drugiego przegrać z Włochami lub dostać łomot od Australii. Teoretycznie Lievremont ma problemy, o których marzą inni szkoleniowcy z Europy - czy grac Yashviliego, czy Parre. Clerk, Medard i Palisson to jego opcje na skrzydłach, a z flankerów, mimo że pewniakiem jest kapitan Dusautoir, to musi jeszcze wybrać miedzy Baskiem Harinordoquey'im, a urodzonym w Burkinie Faso Ouedraogo. Mimo całego bogactwa, Francuzi są więcej grupą indywidualistów, niż prawdziwym zespołem. Gdy grają pod presją, zwykle nie potrafią sobie poradzić, a publika z Nowej Zelandii pewnie nie pozostawi na nich suchej nitki po ostatnich Mistrzostwach, gdzie pokonali właśnie gospodarzy tegorocznego turnieju. Mój werdykt - półfinał.

Podczas gdy w Grupie A jest tylko Francja, w Grupie B mamy aż 4 zespoły z Europy. Jednak moim zdaniem ani Gruzja, ani Rumunia nie mają większych szans na osiągnięcie czegokolwiek na tym turnieju. O ile Rumunia ma kilka gwiazd, w tym Mariusa Tincu, który gra w Top 14 i Ovidiu Tonite, grającego w tym samym turnieju, oraz grającego w Premiership Paulice Iona, to Gruzja nie ma się raczej czym chwalić. Ich zawodnicy, o ile w ogóle łapią się do topowych klubów w Europie, tak jak Gioradze czy Shvelidze, to z reguły w nich nie występują, lub grają drugoplanowe role. Obie reprezentacje mają znikome szanse na jakiekolwiek punkty, nie licząc tych między sobą. W tej grupie jest też Szkocja. Tak naprawdę, o ich występie zadecyduje jeden mecz - z Argentyną. Jeśli wygrają, awansują dalej, natomiast w razie niepowodzenia, turniej dla nich pewnie skończy się na fazie grupowej. Moim zdaniem nie poradzą sobie z Argentyną, która na turniejach dotychczasowych potrafi włączyć dodatkowy bieg i gra nadzwyczaj dobrze. Faza grupowa i narodowa katastrofa. Europejską czwórkę w tej grupie kompletuje Anglia. Świetny skład, świetna forma (to okaże się z Walią), ale jednak czegoś brakuje. Tym brakującym elementem, jest ten kreatywny Center (12/13). Mimo, że Tuilagi może być odpowiedzią na wszystkie problemy Anglików, Johnson nie ryzykuje, grając na tych pozycjach nudnych, ale skutecznych Tindalla i Hape. Korzystna tabelka może dla Anglików oznaczać finał, moim zdaniem polegną jednak gdzieś po drodze, półfinał jest jak najbardziej realną opcją.

W Grupie C sytuacja tak naprawdę jest jasna. Awansują Australia i Irlandia, o 3 miejsce i awans do MS w 2015 roku będą walczyć Rosja, Włochy i USA. Zacznę od najsłabszych, czyli Rosji. Mógłbym teraz sypnąć nazwiskami, których i tak nie znacie, a ja doszukałem się ich na wikipedii, ale nie będę taki. Powiem tylko, ze mają po graczu w Top 14 i Superleague. Prawdopodobnie ostatnie miejsce w grupie. Włochy mają realną szanse na 3 miejsce, muszą wygrać jednak z USA. Z tym jednak nie powinno być problemu, jednak wygranej z Irlandią też nie przewiduję. 3 miejsce w grupie. Irlandia to bardzo ciekawy zespół. 3 lata temu zespół był na topie, jednak przez ten czas trochę się rozpadł. Jednak talentów w Irlandii nie brakuje, więc ćwierćfinał będzie na luzie, może półfinał, zależnie od formy.

W Grupie D w mamy tylko Walię. Patrząc na to tylko na papierze, to bez problemu powinni ograć Fidżi i Samoa. Jednak owe Samoa niedawno wygrało z Australią (fenomenalny mecz), a między Walią a Fidżi w ostatnim meczu był remis. No i chyba nie muszę przypominać, kto wyeliminował Walię z ostatnich MŚ (tak - Fidżi). Jeśli Walia wyjdzie z grupy, to pewnie z rozpędu osiągnie półfinał. Natomiast jeśli im się to nie uda, oznacza to przykry koniec kariery dla Stephena Jonesa, ale przede wszystkim dla magika Shane'a Williamsa, który przez kilka lat pokazywał, że jest zawodnikiem, który potrafi jednym zagraniem odmienić mecz. Takiego rugbystę pamięta się przez wiele lat. Z takim backline (Williams, Roberts, Davies, North/Stoddard/Halfpenny) powinni spokojnie młócić każdą defensywę świata, dodajmy do tego front row Lions, a mamy zespół kompletny. Jednak nie w rękach Warrena Gatlanda.

Podsumowując, bardzo się zdziwię, jeśli którykolwiek Europejski zespół dotrze do finału. O ile Francja ma jeszcze jakieś szanse, o ile będą mieli formę i pewność siebie, to Anglia może tylko liczyć na cud podobny do tego co 4 lata temu. Finał bez Europy - całkiem realne, a nawet spodziewane.

niedziela, 17 lipca 2011

Australia - Samoa

Sensacyjne zwycięstwo odniosła reprezentacja Samoa pokonując Wallabies 32-23 na stadionie w Sydney.

Jeszcze nie dane mi było zobaczyć tego spotkania, więc na razie tylko garść suchych faktów - analiza jak tylko wpadnie w ręce odpowiednie nagranie.

The scorers:
 

For Australia:
Tries: Ioane, Giteau
Con: Giteau 2
Pen: Giteau 3


For Samoa:
Tries: Tuilagi, Williams, Thompson, G Pisi
Con: T Pisi 3
Pen: T Pisi 2


Australia: 15 Mark Gerrard, 14 Rod Davies, 13 Adam Ashley-Cooper, 12 Pat McCabe, 11 Digby Ioane, 10 Matt Giteau, 9 Nick Phipps, 8 Ben McCalman, 7 Matt Hodgson, 6 Rocky Elsom (c), 5 Nathan Sharpe, 4 Sitaleki Timani, 3 Ben Alexander, 2 Stephen Moore, 1 Sekope Kepu.

Replacements: 16 James Hanson, 17 Pek Cowan, 18 Dan Vickerman, 19 Scott Higginbotham, 20 Beau Robinson, 21 Will Genia, 22 Kurtley Beale.



Samoa: 15 Paul Williams, 14 Sailosi Tagicakibau, 13 George Pisi, 12 Seilala Mapusua, 11 Alesana Tuilagi, 10 Tusi Pisi, 9 Kahn Fotuali'i, 8 George Stowers, 7 Maurie Fa'asavalu, 6 Taisina Tuifu'a, 5 Daniel Leo, 4 Kane Thompson, 3 Anthony Perenise, 2 Mahonri Schwalger (c), 1 Sakaria Taulafo.

Replacements: 16 Ti'i Paulo, 17 Census Johnston, 18 Filipo Lavea Levi, 19 Manaia Salavea, 20 Brenton Helleur, 21 Eliota Fuimaono Sapolu, 22 James So'oialo.


Referee: Marius Jonker (South Africa)

Assistant referees: Keith Brown (New Zealand), Vinny Munro (New Zealand)

sobota, 16 lipca 2011

Kolejna zmiana w australijskiej kadrze

Wczoraj nastąpiła awaryjna zmiana Wallabies w składzie na mecz z Samoa - podczas treningu kontuzji doznał James O'Connor (mięsień dwugłowy uda, jeszcze nie wiadomo na ile poważnej) i w rezultacie szansę na debiut dostanie Rod Davies (na zdjęciu), a obowiązki kopacza przejmie Matt Giteau.


Niektórzy twierdzą, że to nieprawda i tak naprawdę to O'Connor zwichnął palec od nadmiernego twittowania...

piątek, 15 lipca 2011

AllBlacks?

Anglicy zorganizowali nową aferę w świecie rugby. Wyszło bowiem na jaw, że 1 sierpnia zaprezentowane zostaną nowe stroje reprezentacji - w kolorze czerni, do tej pory zarezerwowanej dla Nowozelandczyków. Natychmiast podniósł się rwetest, zwłaszcza na południowej półkuli - do dyskusji włączył się nawet premier Nowej Zelandii John Key, który w radiowym wywiadzie nazwał Anglików wannabies.

Kibice angielscy również nie są zachwyceni pomysłem RFU i sponsorów, przypominając że przecież Anglia ma bogatą tradycję ludzi w bieli lub ewentualnie czerwieni, które to kolory od zarania dziejów były kolorami reprezentacji Anglii.

czwartek, 14 lipca 2011

Walia w Polsce

Reprezentacja Walii pod wodzą Warrena Gatlanda zameldowała się dziś na wstępnym obozie przygotowawczym do RWC w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale. Na dziesięciodniowy obóz w Polsce przyjechało 35 zawodników.

Gatland zapowiada, że to zgrupowanie skoncentruje się zwłaszcza na elementach rugby nadal jednak zachowując spory element  przygotowania fizycznego i kondycyjnego.




Ekipa walijczyków, która stawiła się w Spale to:

Gethin Jenkins (Blues), Lloyd Burns (Dragons), Huw Bennett, Ryan Bevington, Adam Jones, Paul James (Ospreys), Matthew Rees (Scarlets), Craig Mitchell (Exeter Chiefs), Bradley Davies, Sam Warburton, Martyn Williams (Blues), Luke Charteris, Danny Lydiate, Toby Faletau (Dragons), Ryan Jones, Alun Wyn Jones, Justin Tipuric (Ospreys), Josh Turnbull, Rob McCusker (Scarlets), Michael Phillips (Bayonne), Lloyd Williams (Blues), Tavis Knoyle (Scarlets), Jamie Roberts (Blues), James Hook (Perpignan), Jonathan Davies, Stephen Jones, Rhys Priestland, Scott Williams (Scarlets) Gavin Henson (unattached), Leigh Halfpenny (Blues), Lee Byrne (ASM Clermont Auvergne), Aled Brew (Dragons), Shane Williams (Ospreys), George North, Morgan Stoddart (Scarlets)

RWC 2015 pod znakiem zapytania?

Francis Baron, były szef Rugby Football Union w wywiadzie dla BBC Radio Five Live powiedział, że obawia się o organizację RWC 2015 w Anglii.

Jego niepokój budzi fakt, że niedługo po odejściu CEO angielskiego związku rugby (którego kadencja trwała jedynie 9 miesięcy), z posady zrezygnował prezes Martyn Thomas.

Baron obawia się, że taka sytuacja może źle odbić się na światowej reputacji angielskiej federacji - jego zdaniem wewnętrzne niesnaski mogą nawet kosztować Anglików organizację RWC w 2015 roku.

Oczywiście wydaje się to opinią zdecydowanie na wyrost, ale podobne akcje są przecież popularne o czym przekonaliśmy się przy organizacji ME2012 w piłce nożnej.

Rugby Law

W tych pięknych dniach, kiedy grałem w rugby w Irlandii w barwach Crosshaven RFC poznałem Tima O'Connora. Tim jest znanym w całym kraju prokuratorem, postrachem przestępców i sal sądowych, a poza godzinami pracy emerytowanym już second rowem, z którym ramię w ramię pchaliśmy młyn CRFC.

Tim jest fascynatem przepisów sportowych, a ze względu na swoją przeszłość - zwłaszcza rugby. Prowadzi on od jakiegoś czasu bardzo interesujący blog, gdzie zajmuje się sprawami przepisów, sędziów, interpretacji tychże przepisów przez tychże sędziów i wieloma pokrewnymi zagadnieniami.

Szczerze polecam

Blog znajdziecie pod tym linkiem

IRB Pacific Nations Cup 2011


Zbliża się Tri Nations Cup, czyli w tym roku tak naprawdę ostateczny test trzech najmocniejszych drużyn narodowych przed RWC2011, ale i inni sprawdzają się przed nadchodzącymi mistrzostwami. Takim testem jest Pacific Nations Cup, czyli coroczny turniej, w którym udział biorą te słabsze drużyny z południowej półkuli - w tym roku to czterech finalistów RWC, czyli Fidżi, Japonia, Samoa i Tonga.

Turniej, który trwał od 2 do 13 lipca, obfitował w ofensywną grę - w pierwszej rundzie zarówno reprezentacje Tonga (która wygrała 45-21 z Fidżi), jak i Samoa (która wygrała 34-15) zgarnęły po dodatkowym punkcie za więcej niż 3 przyłożenia, za to w drugiej rundzie tym samym zrewanżowali się przegrani z rundy pierwszej (tym samym każdy miał szanse na ostateczne zwycięstwo).

Ostatnia runda zaczęła się od wygranej Tonga z Samoa i rugbyści z wyspowej monarchii czekali z podniesioną głową na wynik ostatniego meczu - i prawie do końca pojedynku Japonii z Fidżi byli pewni ostatecznego tryumfu, ale w ósmej minucie po końcowej syrenie Yuta Imamura zdobył czwarte, premiowane dodatkowym punktem, przyłożenie, co dało puchar Cherry Blossom (korzystny wynik meczu bezpośredniego). Należy dodać, że zawodnicy Fidżi znacznie to ułatwili, bo kończyli mecz w 12 (w sumie dwie czerwone i trzy żółte kartki).

Smaczku całemu turniejowi dodaje fakt, że na Mistrzostwach Świata Japonia jest w grupie z Tonga, a Fidżi z Samoa.

Zmiany w Wallabies


Benn Robinson zerwał więzadła w kolanie i wypadł ze składu (australijscy komentatorzy określają to jako "major blow") zarówno na Tri Nations, jak i na RWC2011.

Do zgrupowania dołączyli Pekahou Cowan z Western Force i Al Baxter z Waratahs - któryś z nich będzie ostatecznie powołany zamiast Robinsona.

Dodatkowo na urazy uskarżają się pozostali props: Ben Daley, James Slipper i Salesi Ma'afu, więc jest też niewykluczone, że żaden z powołanych awaryjnie nie będzie musiał kadry opuszczać

Tri Nations - RPA

Kończąc szybką prezentację składów drużyn na Tri Nations rzućmy okiem na 27 ludzi, którzy zostali wybrani przez Petera de Villiersa by reprezentować barwy Springboks

Backs: Gio Aplon, Bjorn Basson, Juan de Jongh, Adrian Jacobs, Elton Jantjies, Patrick Lambie, Charl McLeod, Lwazi Mvovo, Odwa Ndungane, Wynand Olivier, Ruan Pienaar, Morne Steyn.

Forwards: Heinrich Brüssow, Jean Deysel, Dean Greyling, Alistair Hargreaves, Ryan Kankowski, Werner Kruger, Ashley Johnson, Johan Muller, Coenie Oosthuizen, Chiliboy Ralepelle, Danie Rossouw, John Smit, Deon Stegmann, Adriaan Strauss, Flip van der Merwe.

ITM Cup

Logo ITM cup
Na południowej półkuli bez rugby zbyt długo wytrzymać się nie da - ledwie skończyły się najważniejsze klubowe rozgrywki - SuperRugby - zaczynać się będzie bardzo ciekawy turniej - wspomniany już w tytule ITM Cup. Udział w nim biorą reprezentacje prowincji nowozelandzkich. Rozgrywki trwać będą od lipca do października, a zapowiedź sezonu znajdziecie tutaj.








Ja ze swojej strony przedstawię tylko drużyny biorące udział w turnieju:

Canterbury
Auckland
Waikato
Wellington
Taranaki
Bay of Plenty
Southland
Hawke's Bay
Counties-Manukau
Northland
North Harbour
Tasman
Manawatu
Otago

No i oczywiście kluczowa sprawa - gdzie to obejrzeć.

Tutaj znajdziecie mecze z zeszłego roku do pobrania, na bieżąco zaś starał się będę informować o ciekawych meczach do obejrzenia wraz z linkami do nich.

środa, 13 lipca 2011

Tri Nations - Nowa Zelandia

Sytuacja podobna jak w poprzednim wpisie - Nowa Zelandia i jej skład na test z RPA i na Tri Nations cup. Zaskoczeniem brak Robbiego Frueana - centra Crusaders który w tym sezonie wyróżniał się w SuperRugby.




New Zealand squad:

Forwards: John Afoa, Corey Flynn, Ben Franks, Owen Franks, Jarrad Hoeata, Andrew Hore, Jerome Kaino, Richie McCaw (capt), Keven Mealamu, Liam Messam , Kieran Read, Adam Thomson, Brad Thorn, Samuel Whitelock, Ali Williams, Tony Woodcock.

Backs: Daniel Carter, Jimmy Cowan, Israel Dagg, Andy Ellis, Hosea Gear, Zac Guildford, Richard Kahui, Mils Muliaina, Ma'a Nonu, Colin Slade, Conrad Smith, Isaia Toeava, Piri Weepu, Sonny Bill Williams.

Tri Nations cup - Australia

Kilka dni temu Australia ogłosiła skład na test-mecz z Samoa oraz na skrócony Tri Nations cup. Raczej nie przewiduje się poważnych zmian przed RWC, więc można spokojnie przyjąć, że większość zawodników zawita w Nowej Zelandii 9 września...

Forwards:
Ben Alexander (Brumbies), Ben Daley (Reds), Dave Dennis (Waratahs), Rocky Elsom (capt) (Brumbies), Saia Faingaa (Reds), James Hanson (Reds), Scott Higginbotham (Reds), Matt Hodgson (Western Force), James Horwill (Reds), Sekope Kepu (Waratahs), Salesi Ma'afu (Brumbies), Ben McCalman (Western Force), Stephen Moore (Brumbies), Dean Mumm (Waratahs), Wycliff Palu (Waratahs), David Pocock (Western Force), Tatafu Polota-Nau (Waratahs), Beau Robinson (Reds), Benn Robinson (Waratahs), Radike Samo (Reds), Nathan Sharpe (Western Force), Rob Simmons (Reds), James Slipper (Reds), Sitaleki Timani (Waratahs), Dan Vickerman (Waratahs)

Backs:
Adam Ashley-Cooper (Waratahs), Kurtley Beale (Melbourne Rebels), Luke Burgess (Waratahs), Quade Cooper (Reds), Rod Davies (Reds), Anthony Faingaa (Reds), Will Genia (Reds), Mark Gerrard (Melbourne Rebels), Matt Giteau (Toulon), Digby Ioane (Reds), Pat McCabe (Brumbies), Luke Morahan (Reds), James O'Connor (Melbourne Rebels), Nick Phipps (Melbourne Rebels), Lachie Turner (Waratahs)

Kto z kim?

58 dni przed rozpoczęciem oczywistym jest, że znamy już terminarz i grupy na MŚ.

Grupy są cztery, w każdej 5 drużyn. Dwie pierwsze drużyny z każdej grupy awansują do ćwierćfinału, trzecie miejsce gwarantuje sobie udział w RWC2015, czwarte i piąte wraca zaś do domu z niczym. Ten system powoduje, że nawet jeśli przed ostatnią kolejką ktoś nie ma szans na awans jest o co grać :)

Oto podział na grupy:

Pool A

Teamv · d · e
Pld W D L TF PF PA +/− BP Pts
Canada 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
France 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Japan 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
New Zealand 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Tonga 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0

Pool B

Teamv · d · e
Pld W D L TF PF PA +/− BP Pts
Argentina 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
England 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Georgia 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Romania 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Scotland 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0

Pool C

Teamv · d · e
Pld W D L TF PF PA +/− BP Pts
Australia 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Ireland 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Italy 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Russia 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
United States 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0

Pool D

Teamv · d · e
Pld W D L TF PF PA +/− BP Pts
South Africa 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Wales 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Fiji 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Samoa 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0
Namibia 0 0 0 0 0 0 0 0 0 0

Łyk historii

Mistrzostwa Świata w Rugby odbywają się od 1987 roku, są więc całkiem młodą imprezą - podobnie zresztą jak profesjonalne rugby, które do początku lat 90. było prawie całkowicie amatorskim sportem.

Impreza odbywa się co cztery lata, jak na MŚ przystało.

Oto lista poprzednich zwycięzców:

Year Host(s)
Final
Bronze Final
Winner Score Runner-up 3rd place Score 4th place
1987
Details
Australia &
New Zealand

New Zealand
29–9
France

Wales
22–21
Australia
1991
Details
England,
France,
IRFU flag.svg Ireland,
Scotland &
Wales

Australia
12–6
England

New Zealand
13–6
Scotland
1995
Details
South Africa
South Africa
15–12
(aet)

New Zealand

France
19–9
England
1999
Details
Wales
Australia
35–12
France

South Africa
22–18
New Zealand
2003
Details
Australia
England
20–17
(aet)

Australia

New Zealand
40–13
France
2007
Details
France
South Africa
15–6
England

Argentina
34–10
France